– Profil festiwalu hermetycznego się wyczerpał. Wyjście do ludzi, działania na zewnątrz budynków, mogą być świętem całego miasta. Dobry jest tu przykład muralu, który w czasie festiwalu powstawał na oczach przechodniów na murze amfiteatru. Włoski artysta pracował tuż przy robotnikach remontujących most i ulicę. Oni wraz z przechodniami uczestniczyli przypadkowo w powstawaniu tego muralu. Wierzę, że to wpływa na wrażliwość ludzi. Ilustruje to też prawdziwa anegdota. Ci robotnicy zdziwili się, kiedy włoski artysta stanął do pracy już o 7.00 rano. Gdy dzień później przyszedł trochę później, już się o niego dopytywali – pojawiła się jakaś relacja między nimi. Zaczęli go pytać o to, jak to robi, kontaktowali się z nim. Kiedy namalował lodówkę, podszedł do nich pytając, co by widzieli w tej lodówce. Oni wskazali na piwo i zapłacili Włochowi 10 zł za namalowanie piwa w lodówce – mówi D. Jacewicz.